Jeszcze na początku grudnia byłem przekonany, że Darżlub będzie moim ostatnim startem w 2014. Niedoleczona kontuzja i brak formy nie zachęcały do przedłużania sezonu. Niespodziewanie pojawiło się info, że Sławek Ćwirko i Łukasz Grodecki chcą odstąpić swoje wpisowe ze względu na doznane na Darżlubie urazy. Dodatkowo chęć do wyjazdu z Koszalina wyraził Darek Ziomek. Z kolei Łukaszowi Żmiejko brakowało jednego startu z siedmiu w pucharze aby powalczyć o czołową lokatę. To były wystarczające okoliczności żeby zmienić zdanie i wziąć po raz pierwszy udział w Nocnej Masakrze, której baza w 2014 mieści się w Kaliszu Pomorski, na terenie pięknego Pojezierza Drawskiego.

Organizatorem zawodów jest Daniel Śmieja, który co roku organizuje Grassora w najdłuższy dzień roku, moim zdaniem jedną z najlepszych imprez w sezonie. Tego samego spodziewałem się po NM, która dla odmiany wypada w czasie przesilenia zimowego.

Charakterystyczna dla obu imprez jest formuła scorelauf dająca zawodnikowi wybór co do kolejności podbijania PK. W praktyce oznacza to, że większe znaczenie odgrywa strategia i planowanie. Po drugie mnogość wariantów powoduje, że startujący rozbiegają się po mapie nie tworząc długich wagonów na trasie i kolejek na punktach. Daniel wyjątkowo dba o warunki estetyczne często lokując punkty kontrole w ciekawych widokowo lub historycznie miejscach.

W trójkę zapisaliśmy się na pieszą 50tkę, która miała się odbyć w cieniu Mistrzostw Polski w PMnO na dystansie 100km.

W dniu zawodów pogoda raczej jesienna niż zimowa: 6st, silny wiatr i przelotne deszcze. Po drodze ustalamy strategię, mając na uwadze doniesienia z forum o mniejszej liczbie PK niż zazwyczaj. Chłopaki proponują spędzić ten wieczór biegowo w tempie około 6min/km, wybierając być może dłuższe ale łatwiejsze nawigacyjnie warianty.

 

Do Kalisza Pomorskiego docieramy jakieś 2h przed startem, z Koszalina mamy bardzo blisko. Jest jeszcze czas na zakupy i rozmowy z uczestnikami. Dowiadujemy się, że setkowicze, którzy już wyruszyli z bazy mają na pierwszej pętli zaliczyć 11 punktów kontrolnyc, zatem u nas będzie to samo. Cieszy mnie to bo trasa nie będzie tak monotonna jak przy zapowiadanych 7PK. Decydujemy się na lekki ubiór mimo niesprzyjającej aury ponieważ planujemy bieg. W plecaku na wszelki wypadek ląduje lekkie docieplenie w postaci polaru i rękawiczek.

Chwilę przed godziną 16:00 w nasze ręce trafiają mapy, które wyglądają następująco.

Mapa

Po krótkiej naradzie decydujemy się zacząć pętlę od strony wschodniej, zbierając punkty zgodnie ze wskazówkami zegara. Na tamtą chwilę nie możemy się jeszcze zdecydować gdzie udać się po PK1 ale uznajemy, że szkoda teraz na to czasu i zastanowimy się nad tym później (Błąd!). Punktualnie o 16tej wybiegamy z bazy.

PK11 – Szczyt góry

Zaraz po starcie szybko wysuwamy się na czoło stawki. Nie wiemy nawet ilu uczestników wybiera nasz wariant. Przed nami jest tylko trójka zawodników. Ich tempo jest dla nas zdecydowanie za szybkie, nawet nie staramy się ich gonić. Na tym przelocie nie ma zbyt dużo zastanawiania. Zbiegamy z asfaltu do lasu, wszystko się zgadza. Sytuację jeszcze bardziej ułatwiają numery kwartałów leśnych znajdujące się zarówno w terenie jak i na mapie. Około 200m przed punktem przechodzimy do marszu i po chwili bez pudła odnajdujemy lampion. Szybkie podbicie i lecimy dalej. Histogram przelotu wygląda wręcz wzorcowo.

1_11_Hist

Odległość w linii prostej: 2 970 m
Przebyty dystans: 4 194 m
Średnie tempo: 6:08 min/km
Czas: 25:43
Godzina podbicia: 16:26

1_11_Mapa

 

PK 9 – Szczyt wzniesienia

Kierujemy się na południe. W biegu próbuję odszukać na dnie plecaka telefon, w którym włączył się alarm i nie chce się uśpić od 10min zakłócając leśną ciszę. Przecinka, którą się poruszamy doprowadza nas do skraju lasu, ale żeby dostać się na pole musimy przedrzeć się przez gęsty młodnik i zakrzaczony teren. Gdy w końcu udaje się sforsować choinki nie jesteśmy pewni w którym miejscu mapy się znajdujemy. Widać zabudowania. Z lasu wybiegają kolejne ekipy. Zaniepokojeni mieszkańcy wychodzą przed domy, żeby zobaczyć co to za inwazja ludków ze świecącymi głowami. Próbują tłumaczyć jak mamy dostać się do głównej drogi, ale my mamy swój pomysł. Odbiegamy kawałek od domów, przeskakujemy elektrycznego pastucha i tniemy przez pola. Za chwilę podąża za nami reszta uczestników. Przekraczamy pierwszy rowek z wodą, wychodzimy na wzniesienie i docieramy do asfaltu. Chcieliśmy skorzystać z utwardzonej drogi na południe w kierunku PK ale po ciemku nie było jej widać a my w dalszym ciągu nie wiedzieliśmy z której jej strony się znajdujemy. Łukasz stwierdza, że szkoda czasu na chodzenie w jedną i drugą i proponuje przebiec asfaltem do wioski oddalonej jakieś 500m od nas, której światła widać wyraźnie. Tak też robimy, odnajdujemy się w mapie i łąpiemy drogę, którą biegiem docieramy w okolice PK. Na punkt ataku wybieramy skrzyżowanie dróg, z którego idziemy na azymut 350m. Las jest bardzo gęsty ale udaje się nam wejść dokładnie na lampion. Jesteśmy z siebie zadowoleni, wyszliśmy z opresji pokonując pierwsze trudności. Przy punkcie spotykamy ludzi, z którymi rozdzieliliśmy się przy asfalcie.

Odległość w linii prostej: 3 479 m
Przebyty dystans: 5 788 m
Średnie tempo: 7:28 min/km
Czas: 43:13
Godzina podbicia: 17:09

2_9_Mapa

 

PK 8 – Szczyt góry

Przelot na kolejny punkt nie jest oczywisty. Jest wiele możliwości, na mapie nie ma drogi prowadzącej w dogodnym kierunku. Dodatkowo trzeba podjąć decyzję gdzie przekroczymy rzekę Stawicę. Decydujemy się na szagowanie w kierunku punktu korzystając z pasujących przecinek. Tempo trochę spada ale za to nie zbaczamy z linii prostej. Docieramy do rzeki i trafiamy dokładnie na kładkę, zrobioną zapewne przez myśliwych korzystających z ambony stojącej kilka metrów dalej. W BnO liczy się też szczęście, nie? :) Z oddali widać już światła drogi, do której chcemy dotrzeć ale najpierw trzeba jeszcze pokonać kilka pastuchów, zaoranych pól i młodników. Przedzierając się widzimy jak kolejne ekipy mkną asfaltem w kierunku drogi. Zdaje się, że nie wybraliśmy najszybszego wariantu. Później jest już lepiej, znowu wracamy do swojego tempa około 5min/km. Bez problemu docieramy do jeziora na którego południowym brzegu znajduje się spore wzniesienie. Tam jest nasz punkt. Wdrapujemy się na szczyt. Darek odkrywa, że nie jest kozicą górską, woli płaskie bieganie. Szybka podbitka. W dole widać światła zbliżających się ekip. Nie mamy pojęcia w jakiej części stawki się znajdujemy.

Odległość w linii prostej:  4 307 m
Przebyty dystans: 5 415 m
Średnie tempo: 8:31 min/km
Czas: 46:07
Godzina podbicia: 17:55

3_8_Mapa

 

PK 2 – Drzewo pod mostem kolejowym, zachodni brzeg bagna

Kolejny przelot wydaje się banalny. Do punktu prowadzą drogi prawie idealnie w linii prostej. Zbiegamy z góry i łapiemy jedną znich. Wystarczy trzymać kierunek południowo zachodni, aby dotrzeć do Nowej Studnicy. To 20km trasy, tempo mamy bardzo dobre, biegnie się świetnie. Jestem zaskoczony bo od ponad miesiąca nie przebiegłem nawet 100m. Skręcona miesiąc wcześniej kostka nie daje zupełnie o sobie znać. Ubiór jest odpowiedni, mimo silnego wiatru nie odczuwam zimna. Nie mogło być lepiej. Kilkaset metrów przed punktem, na podbiegu dochodzi nas ekpia trzech osób. Okazuje się, że to „harty”, które były poza naszym zasięgiem od samego startu.  Mieli jedną wpadkę, ale jesteśmy ostatnią ekipą która została im do wyprzedzenia. To daje nam nadzieję, że możemy powalczyć o dobry wynik. Na punkt pod mostem kolejowym wbiegamy już w 6 osób.

Odległość w linii prostej: 3 757 m
Przebyty dystans: 4 590 m
Średnie tempo: 7:05 min/km
Czas: 32:33
Godzina podbicia: 18:28

4_2_Mapa

PK 4 – Szczyt wzniesienie, gruba sosna

Chłopaki biegną torami, my chcemy skrócić wariantem przez las. Po kilku minutach docieramy do drogi, która prowadzi w kierunku punktu. Spotykamy się ponownie w okolicy PK. Po raz kolejny bezbłędnie odnajdujemy lampion, wszyscy podbijamy i lecimy dalej rozdzielając się z rywalami.

Odległość w linii prostej: 3 092 m
Przebyty dystans: 3 856 m
Średnie tempo: 8:26 min/km
Czas: 32:31
Godzina podbicia: 19:00

5_4_Mapa

PK7 – Cypel, brzeg jeziora

Aby wszystkie punkty zmieściły się na arkuszu kartki A4, Daniel umieścił fragment mapy z PK7 w prawym dolnym rogu. Należy go sobie w głowie wstawić w odpowiednie miejsce. Decydujemy się na obiegnięcie jeziora od wschodu. Szybko łapiemy główną drogę którą podążamy dłuższy czas. Tu dopada mnie kryzys, z którym coraz ciężej mi się walczy. Zaczynają się skurcze łydek. Uprzedzam ekipę, że to ostatnie PK, które robię w takim tempie i decyduję, że na punkcie się od nich odłączam. Niestety, chwilę później nie jestem w stanie biec już w ogóle, muszę odpocząć. Przechodzę do marszu, Łukasz i Darek biegną dalej. Chwila odpoczynku dobrze mi zrobiła. Miałem czas żeby zjeść trochę orzechów i żurawiny. Gdzie się da ścinam drogę na szagę, cały czas w oddali widzę latarki ekipy. Orientuję się, że chłopaki również zwolnili. Przy jeziorze spotykamy się ponownie. Spacerem namierzamy się na punkt, który nie wydaje się nawigacyjnie trudny, jednak żeby się do niego dostać trzeba trochę pobrodzić w bagienku. Po kolei sprawdzamy drzewa na cyplu, jesteśmy w dobrym miejscy. Z zachodu widzimy nadbiegającą ekipę. Jak by inaczej, po raz kolejny spotykamy naszych bezpośrednich rywali. Razem podbijamy. Cała grupa odbiega, ja postanawiam zrobić małe „SPA”.

Odległość w linii prostej: 3 558 m
Przebyty dystans: 6 390 m
Średnie tempo: 8:44 min/km
Czas: 55:51
Godzina podbicia: 19:56

6_7_Mapa

 

PK1 – Rozwidlenie strumieni

Od jeziora wieje bardzo zimny wiatr, zaczana padać deszcz. Od momentu kiedy nie biegnę czuję, że jestem za lekko ubrany. Pod kurtkę zakładam polar, na ręce rękawiczki. Podręczne kieszenie zapełniam jedzeniem z plecaka. Jeszcze tylko czołówka na kaptur i mogę ruszać. Od razu jest mi cieplej, czuję się lepiej. Kieruję się spacerem na zachód zajadając falafle. Do punktu prowadzą wyraźne drogi, zaczynam spotykać ludzi idących w przeciwnym kierunku. Nachodząc na punkt widzę wracającą grupkę, są w nich Łukasz i Darek. Pogubili się i stracili sporo cennych minut. Nie ma czasu gadać, biegną dalej, chcą nadrobić. Ja schodzę ze skarpy i po chwili odnajduję drzewo na rozwidleniu strumyków. Przy punkcie próbuję zagadać z ludźmi wpisującymi kod na kartę. Dostaję upomnienie, że za głośno się zachowuję i mam za mocną latarkę ;)

Odległość w linii prostej: 3 376 m
Przebyty dystans: 5 515 m
Średnie tempo: 12:19 min/km
Czas: 1:07:59
Godzina podbicia: 21:04

7_1_Mapa

 

PK10 – Wschodni brzeg starego bagna

No właśnie, podejmuję decyzję, że kolejnym punktem będzie PK10 mimo, że na PK3, które jest w takiej samej odległości prowadzi świetna droga na sam punkt. Ten wybór będzie miał decydujący wpływ na ostateczny wynik. Próbuję szagować, aby zaoszczędzić trochę metrów. Szybko tracę pewność położenia. Postanawiam wrócić na drogę i dłuższym, ale pewniejszym wariantem dotrzeć na punkt. Niestety nie jest to takie proste, zaliczam pierwszą poważną wpadkę nawigacyjną. Na mapie są numery słupków leśnych, ale jak na złość nie mogę żądnego znaleźć. Poszczególne skrzyżowania próbuję zlokalizować na mapie, bez sukcesu. Wiem mniej więcej jaką odległość przeszedłem więc decyduję się, że odbiję na wschód w kierunku punktu. Mam pełno przestojów i wpatrywania się w mapę, ale chyba udaje mi się wejść na właściwe tory. Spotykam dwóch sympatycznych gości, gadamy chwilę, upewniam się gdzie jestem. Mimo tych informacji wcale nie jest łatwo dostać się na miejsce ataku. Chcę wejść od południa, ale nie mogę znaleźć interesującej mnie przecinki. W końcu zawracam robiąc koło i nachodzę od północy. Odmierzam się od skrzyżowania, zgodnie w mapą odnajduję przecinkę, którą schodzę już do skraju bagna gdzie ma na mnie czekać PK. Niby ma, ale ja go nie widzę. Fatalnie. W linii prostej od poprzedniego punktu było nie całe 3km, a mi  dotarcie tu zajęło godzinę, co gorsza a w dalszym ciągu nie mam czego podbić. Robię największą głupotę jaką można zrobić biorąć udział w rajdzie na orientację, postanawiam podążyć za światłem ludzi przeszukujących ten sam teren. Oczywiście szybko okazuje się, że nikt na tym bagnie nie wie gdzie jest punkt. Robię rundkę aż w końcu wracam jeszcze raz w miejsce, na które naszedłem za pierwszym razem. Nie mogę uwierzyć, punkt wisi w choinkach przy, których stałem za pierwszym razem. Eh… Chcę jak najszybciej zapomnieć o PK10. Wyczerpałem limit głupoty. Ruszam dalej na PK6, na który prowadzi wyraźna droga na mapie.

Odległość w linii prostej: 2 958 m
Przebyty dystans: 6 470 m (118,7% odchylenia od prostej, a w terenie nie musiałem niczego omijać, np. jeziora!!!)
Średnie tempo: 13:26 min/km
Czas: 1:26:56
Godzina podbicia: 22:31

8_10_Mapa

 

PK6 – Szczyt wzniesienia na granicy lasu

W sumie przejśćie bez specjalnej historii. Nie było gdzie się pogubić. Tempo mam w miarę dobre. Nie zachowuję dostatecznej uwagi i przechodzę delikatnie punkt ataku. Kosztuje mnie to 7min, ale szybko naprawiam błąd i odnajduję lampion.

Odległość w linii prostej: 2 626 m
Przebyty dystans: 3 930 m
Średnie tempo: 10:30 min/km
Czas: 41:16
Godzina podbicia: 23:12

9_6_Mapa

 

PK 3 – Skraj bagna

Odcięciem kultur ruszam na zachód. Analizuję mapę i widzę jaką głupotę zrobiłem biorąc PK3 w takiej kolejności. Po pierwsze poruszam się po słabo przebieżnym terenie, po drugie muszę odbić na południe, czyli się cofnąć. Po drodze mam jeszcze spotkanie z dzikiem, którego wyraźnie słyszę, ale nie widzę. Chwilę czekam, robiąc przy okazji trochę hałasu. Mimo, że bardzo często spotykam dziki w lesie i za każdym razem to one zdają się być bardziej przestraszone niż ja to jakoś czuję respekt przed tymi grubasami. Wychodzę z lasu i przez jakiś czas poruszam się betonowymi płytami, później asfalt. Widzę zabudowania Kalisza Pomorskiego. Łatwo znajduję drogę na punkt. Skrajem bagna przechodzę na drugą stronę. Spotykam po drodzę dwójkę zawodników, od jakiegoś czasu szukają czerwono białej kartki, beskutecznie. Twierdzę, że punkt wisi kawałek dalej postanawiają iść ze mną. Po chwili okazuje się, że miałem rację.

Odległość w linii prostej: 3 902 m
Przebyty dystans: 5 969 m
Średnie tempo: 12:02 min/km
Czas: 1:11:53
Godzina podbicia: 00:24

10_3_Mapa

 

PK 5 – Wieża p. poż. Drzewo ok. 5m na wschód

Przy lampionie rozmawiamy o wariancie. Ja chcę to zrobić możliwie jak najkrótszą drogą, jestem już zmęczony. Decyduję, że przejdę wschodnim skrajem mapy na północ, skracając co się da jednocześnie rezygnując z asfaltów. Chłopaki wyglądają na bardzo zmęczonych, chcą iść ze mną. Jak się później okaże pożałują tej decyzji. Dochodzimy do asfaltu prowadzącego do Kalisza Pom. Tam powinniśmy od razu odbić w leśną drogę na północ, ale nie możemy jej znaleźć. Nie mamy wyjścia, nadrabiamy drogi idąc do kolejnego skrzyżowania. Stamtąd odmierzamy się, aby przypadkiem nie zgubić przecinki, w którą musimy skręcić. Udaje się, przekraczamy tory, po lewej widzimy jezioro, przechodzimy strumyk więc odbijamy w prawo, wszystko tak jak na mapie… Okazuje się, że nie do końca, to nie ten strumyk, skręciliśmy za wcześnie. Zrozumienie tego zajęło nam dużo czasu, zbyt dużo żeby się wracać. W efekcie dołożyliśmy sobie kilka ładnych kilometrów aby wrócić na asfalt, którego chcieliśmy uniknąć aby nie iść na około… Dochodzimy do zabudowań. Jest to osiedle domków jednorodzinnych których nie mamy na mapie. Szukamy ścieżki w kierunku północnym. Jeśli jej nie będzie przyjdzie nam nadrobić kolejnych kilka ładnych kilometrów idąc do Kalisza. Widząc jak zmieniła się mapa względem terenu tracę nadzieję na jej odnalezienie. W miejscu ścieżki jest teraz jakaś zieleń miejska. Postanawiamy to sprawdzić. Kierunek się w miarę zgadza. w końcu dochodzimy też do kładki i do asfaltu. Udało się. Problem jest taki, że nie do końca wiemy w którym miejscu zostaliśmy wypluci. Idąc wzdłuż drogi krajowej odnajdujemy charakterystyczne punkty, znowu jesteśmy w mapie. Teraz chyba wszystkie wieże obserwacyjne mają porobione dojazdy dostępne dla samochodów osobowych. Zdaje sie, że właśnie taka droga prowadzi na nasz punkt, ale nie chcemy ryzykować, nie mam jej na mapie. Trochę nadrabiamy, ale za to bez problemu odnajdujemy lampion.

Odległość w linii prostej: 3 432 m
Przebyty dystans: 6 658 m
Średnie tempo: 13:55 min/km
Czas: 1:32:45
Godzina podbicia: 01:57

11_5_Mapa

 

Meta

Wracamy do asfaltu, którym dojdziemy już do samej bazy. Za chwilę wyprzedza nas dwójka zawodników, chcę ich dogonić. Pytam chłopaków, czy mają siłę podbiec ostatnie kilometry. Nie decydują się, biegne sam. Uciekinierzy są za mocni, ich już nie dogonię. Przed samą szkołą wyprzedzam jeszcze jedną ekipę, czyli opłacało się wykrzesać resztki sił.

Odległość w linii prostej: 2 538 m
Przebyty dystans: 3 601 m
Średnie tempo: 7:57 min/km
Czas: 28:40
Godzina podbicia: 2:26

12_Meta_Mapa

 

Podsumowanie

Nocną Masakrę uważam za bardzo udaną. Łukasz z Darkiem uplasowali się na doskonałym 6′tym miejscu, ja skończyłem jako 15ty. Punkty na trasie były umiejscowione ciekawie i nie były zbyt proste. Udało się popełnić kilka błędów więc wiadomo nad czym trzeba popracować. Nocną Masakrę 2015 wpisałem już do kalendarza.

Statystyki dla całej trasy

Odległość w linii prostej: 39 995 m
Przebyty dystans: 62 375 m
Średnie tempo: 10:01 min/km
Czas: 10:25:30

 

Jakub Skotnicki